Pula – nasze najbardziej polecane atrakcje. 1. Pula: bilet wstępu na arenę. Odwiedź starożytny amfiteatr w Puli, w którym niegdyś zbierali się mieszkańcy miasta, aby oglądać walki gladiatorów i polowania na zwierzęta. Uniknij tłumów i odkryj to wspaniałe starożytne miejsce dzięki opłaconemu z góry biletowi wstępu.
Praktyczny przewodnik. Rovinj to miasto na półwyspie Istria, przez wielu uważane za najpiękniejsze w całej Chorwacji, ale z tym drugim stwierdzeniem dyskutowałabym mocno! Niewątpliwie Rovinj na Istrii to urocze, romantyczne, jedyne w swoim rodzaju miasteczko w Chorwacji. Rovinj nie przypomina innych chorwackich miast, jest wręcz wyjęte
Z Direct Ferries oszczędzisz czas i pieniądze przy rezerwacji przeprawy promowej na swoją podróż. Kalkulacja ceny i zakup biletu na prom na directferres.pl jest bardzo prosta. Jedyne co musisz zrobić, to wybrać swoje preferowane połączenie promowe do Wenecja, podać liczbę pasażerów i kliknij wyszukaj.
Podróż w dwuosobowej kabinie zewnętrznej kosztuje, w zależności od linii, od 120 do ok. 140 euro. Prom z Bari do Dubrownika kosztuje prawie tyle samo, ale na statek można nieodpłatnie zabrać rower, deskę surfingową, a także psa i kota. Połączenie z Wenecji do miejscowości Pula, Opatija, Rovinj i Porec jest idealne dla romantyków.
. Będąc na wakacjach na Istrii warto rozważyć podróż do Wenecji. Nie jest to duży dystans. Niektórzy wybierają podróż samochodem (ok 200 km), a niektórzy rejs statkiem. Ja nie chciałam samochodem, gdyż pokonaliśmy duży odcinek z Polski do Chorwacji i szczerze mówiąc chwilowo mieliśmy dość auta. Rejs rozpoczynał się w miejscowości Rovinj. Jest to jedno z ładniejszych miejscowości w całej Chorwacji (oczywiście moim skromnym zdaniem). Urzeka i zachwyca. O Rovinj poopowiadam w innym poście. Wycieczkę wykupiliśmy na stoisku biura Commodore Travel w Puli. Cena wyjazdu dla dwóch osób ok. 150 E. Może nie jest to mało. Ale wtedy myślałam, że z Polski nie będzie taniej, więc się zdecydowaliśmy. Statek MS Dora wypływał z portu w Rovinj o 8 rano, a wracał o 20. Statek wydawał się malutki, w porównaniu z wielkimi promami, ma 42 m długości i prawie 8 m wysokości. Na podkład wchodzi 320 pasażerów. Jedna uwaga. Jeśli doskwiera wam choroba morska, poinformujcie o tym załogę, zaopatrzy was w leki lokomocyjne. Zaraz po wypłynięciu zaczęło strasznie bujać (dzień wcześniej zmieniła się pogoda, temperatura zelżała i zaczęło wiać). Wyobraźcie sobie ponad 300 osób z chorobą morską w jednym miejscu, nawet jeśli ktoś nie ma dolegliwości to je zaczyna mieć;) Ja przeczytałam kiedyś, że dobrze na statku się położyć i przespać cały ten czas. Tak zrobiłam i było ok. nasz statek w oczekiwaniu na wejście na pokład zostawiamy Rovinj... ....a przed nami Adriatyk Rejs trwa około 2,5-3 godzin. Czyli w samej Wenecji mamy jakieś 6 godzin. Może nie jest to długo, ale na zobaczenie najważniejszych zabytków tego pięknego miasta wystarczy. Po Wenecji poruszaliśmy się cały czas na piechotę. dopłynęliśmy szczęśliwie, za oknem (niezbyt czystym) widać już Wenecję. Dobiliśmy do portu. Będąc jeszcze na statku załoga proponuje w kilku językach zwiedzanie z przewodnikiem, oferuje tańsze obiady, bilety na tramwaje wodne itd. Ja osobiście nie lubię takiego "naganiactwa" i nigdy z tego nie korzystam. Ceny z reguły są o wiele wyższe niż w rzeczywistości. Mapkę Wenecji można zdobyć na statku, lub w porcie. Jeśli w tych dwóch miejscach nie będzie to jest jeszcze informacja turystyczna. Generalnie zauważyłam, że każdy kieruje się w to samo miejsce, czyli na Plac św. Marka, więc wystarczy podążać za tłumem. ;) Wejście do terminalu promowego Małe promy i stateczki dobijają do Portu San Basilio. Stamtąd na piechotę lub jak wolicie tramwajem wodnym (Vaporetto) można dostać się do Placu św. Marka. Wenecja leży na 118 wysepkach. Po Wenecji nie poruszają się pojazdy kołowe. Głównym środkiem transportu są tramwaje wodne, tzw. vaporetto, które poruszają się po głównych wodnych arteriach miasta - Canale Grande, Canale di Cannaregio oraz Canale delia Giudecca. W Wenecji jest około 150 kanałów, lecz większość z nich jest bardzo wąska około 4-6 m szerokości. To właśnie po nich poruszają się słynne gondole, małe motorówki i małe barki, które zaopatrują sklepy w towar. Fondamenta Zattere Al. Ponte Lungo (na tę ulicę wychodzimy z portu) Spacerując wąskimi uliczkami miasta napotykamy na Ganale Grande. Musimy przejść na druga stronę brzegu mostem Ponte dell'Accademia. Z mostu rozpościera się piękny widok na Kanał Grande oraz na Bazylikę Mniejszą Santa Maria della Salute. po mniejszych kanałach pływają gondole. Ponoć 40 min przejażdżki kosztuje 100 E. Plac św. Marka. Najbardziej znany plac w Wenecji i chyba na całym świecie. To do tego miejsca zmierzają rzesze turystów. To na tym placu znajduje się słynna Bazylika św. Marka, Pałac Dożów, Wieża Zegarowa. To tu wypijecie najdroższą filiżankę kawy espresso (24 euro) przy akompaniamencie muzyki na żywo. słynna kawiarnia z najdroższą kawą siedziba władców i rządu Wenecji - gotycki Pałac Dożów. Za pałacem znajduje się Most Westchnień (Ponte dei Sospiri), który prowadził do więzienia. Jest to jeden z najbardziej znanych mostów w Wenecji. Można go oglądać wewnątrz, poprzez zwiedzanie Pałacu Dożów, lub z zewnątrz z mostu Ponte della Paglia. Most połączony jest z pierwszym piętrem Pałacu Dożów a budynkiem więzienia. W Pałacu Dożów odbywały się obrady Trybunału Kryminalnego. Przez ten most prowadzono skazańców do cel. Dlaczego most westchnień? Mówi się, że przechodzący przez ten most skazańcy wyglądali ostatni raz przez okienko i wzdychali do ukochanych i do wolności. widok z mostu Ponte della Paglia na Riva degli Schiavoni, w oddali Bazylika Santa Maria della Salute most Ponte della Paglia Jeśli ktoś oglądał film "Turysta" z Angeliną Jolie i Johnny'm Deep'em kojarzy hotel Danieli. Znajduje się on na Riva degli Schiavoni, kawałek dalej od mostu della Paglia. Na promenadzie, jak i w wielu innych miejscach zaopatrzyć się można w wenecki produkt nr 1, czyli maski. Rozsławione poprzez wenecki karnawał. Ceny sami widzicie ;) Na straganie w dzień targowy.... Wracamy na Plac św. Marka i kierujemy się w stronę Bazyliki. kolejka do Bazyliki wejście do Bazyliki św. Marka Po lewej stronie od Bazyliki znajduje się Wieża Zegarowa oraz Plac Lwiątek (Piazzetta dei Leoncini). Przechodząc bramą, która znajduje się w Wieży Zegarowej, kierujemy się w stronę Canale Grande i mostu Rialto. Wieża Zegarowa. Umieszczone są na niej dwa posągi Maurów, co godzinę uderzają w dzwon. Plac Lwiątek Kierując się w stronę tłumu ;) czyli w kierunku Mostu Rialto mijamy maleńkie sklepiki z biżuterią zrobioną ze szkła weneckiego (Murano), z koronką (z wysepki Burano) i wiele innych. Po kilku chwilach docieramy do Mostu Rialto i Canale Grande. Po dotarciu do Mostu Rialto stwierdziliśmy, że trzeba się kierować w stronę promu. Nie przechodziliśmy dalej na drugą stronę mostu, tylko przeszliśmy kawałek wzdłuż Canale Grande i dalej w stronę mostu Ponte dell'Accademia. A stamtąd do Bazyliki Santa Maria della Salute. przed bazyliką przed Bazyliką, w oddali widać dzwonnicę, która stoi na Placu Św. Marka Bazylika Santa Maria della Salute Ponieważ było jeszcze sporo czasu do oprawy promowej postanowiliśmy pójść w zupełnie przeciwnym kierunku co port. Kierowaliśmy się ulicą/promenadą Fondamenta Salute w kierunku Punta della Dogana (muzeum, galeria). Na tyłach tego budynku wysepka się kończy, a na samym jej cyplu znajduje się rzeźba chłopca z żabą. W tym miejscu Canale Grande spotyka się z Canale Giudecca. Budynek ten został odrestaurowany z funduszy francuskiego multimilionera Francois Pinault. Wykorzystałam zdjęcie z internetu, żeby przedstawić Wam jak to wygląda. Po prawej Bazylika Santa Maria della Salute po prawej Punta della Dogana. Punta della Dogana - zwieńczenie dachu Po chwili odpoczynku, zrobieniu jeszcze kilku zdjęć kierowaliśmy się w kierunku portu. Po drodze zakupiłam pamiątkę w postaci pierścionka ze szkła weneckiego. Wypłynęliśmy około 17:30, w Chorwacji byliśmy na 20:00.
06 11 2010Witam i zapraszam na moją relację z rejsu, który odbył się mimo różnych zawirowań z załogą. Jednocześnie zamieszczam tu podziękowania dla p. Łukasza i z PUNT-a za pomoc w wybrnięciu z na szczęście wszystko się dobrze ułożyło i jedziemy. Nie będę tu opisywał perypetii z załogą bo nie o to tu chodzi, lecz ograniczę się do relacji z !Sam dojazd nic ciekawego, trasa jak u większości – Cieszyn-Wiedeń-Gratz-Maribor-Zagreb-Kastela. Ruch mały, korków zero, wiadomo jak to po sezonie. I tak w szybkim dość tempie (15 godzin) z przerwami na siku i kawkę dojeżdżamy o godz. 17 do Kaśteli Gomilica. Jest to jedna z 7 miejscowości mającej w nazwie Kaśtela a położonych na tzw. Riwierze Kaśtelanskiej pomiędzy Trogirem a Splitem. Mam GPS tak więc trafiamy bez problemów pod szlaban wjazdowy do mariny. Tu po wyjściu z samochodu pierwsza niespodzianka, jak wyjeżdżaliśmy z Polski to temperatura wynosiła + 4 st. C. Tutaj o jest +22 st. C. Szok !!! Parkuję samochód na poboczu i idę się dowiedzieć co i jak. Okazuje się w naszym biurze (Adriatic Charter) pusto, siedzi jeden facet i chyba trochę się nudzi. W związku z tym szybko załatwiamy formalności związane z przejęciem jachtu, płacę ubezpieczenie kaucji i klimatyczne i praktycznie możemy się ształować na chodzi o techniczne przejęcie jachtu, ma ktoś z obsługi zjawić się i razem mamy sprawdzić wszystko z listy i podpisać protokół przejecia jachtu. Nagabnięty o to człowiek z obsługi na kei powiedział żebym sam sobie wszystko sprawdził a on potem przyjdzie. Ok. W takim razie będziemy się ształować. Idę do samochodu a tam druga niespodzianka, okazuje się że knajpka przed którą zaparkowaliśmy prowadzi Polka z Nowego Sącza, która wyszła za Chorwata i 20 lat już tam mieszka. Zobaczyła polską rejestrację samochodu i wyszła zaproponować na parking u siebie w ogrodzie za połowę kwoty jaką żądali w marinie. Ok, mówię zaoszczędzimy akurat na wino i rakiję. W tak zwanym międzyczasie przyjechał drugi samochód z resztą załogi. Więc jesteśmy już wszyscy. Bierzemy z mariny wózki bagażowe ładujemy nasze graty i jedziemy pod nasz jacht. Jest to Bavaria 34 o dźwięcznej nazwie BELL. Gratów jest tyle (samych skrzynek z żarciem jest 4, zgrzewek różnych napojów 8 szt., piwo 1 zgrzewka oraz toreb i innych pakunków po 2/osobę), że przez chwilę zastanawiamy się czy zmieścimy to wszystko w bakistach. Ale okazuje się po upchnięciu wszystkiego że jeszcze zostało sporo miejsca. Robi się już ciemno i wreszczie przychodzi facio od sprawdzenia jachtu. Ale co tu można sprawdzić po ciemku. Sprawdzamy pobieżnie z listy to co można sprawdzić a resztę mamy sprawdzić jutro. Przy okazji okazuję się, że sprawdzanie po ciemku też ma swoje zalety, bo zauważamy że nie działa światło topowe, czego pewnie w dzień byśmy nie spostrzegli. Facio mówi że jutro naprawią i poszedł. Kończymy ształować graty i idziemy do knajpki w marinie na kolację, żeby po tak ciężkim dniu zainaugurować nasz rejs i zintegrować załogę. Knajpka taka sobie, bez rewelacji ale może być, wybór dań spory a ceny umiarkowane. Zamawiamy co tam kto chce (ja lignie prażene) do tego obowiązkowo wino i się integrujemy. Około godz. 23 zarządzam koniec integracji i idziemy na jacht spać bo przecież jutro będzie pierwszy dzień z reszty naszego przywitała nas piękną pogodą, bezchmurne niebo, ciepło ale wiatr jakby słaby. Nic to, dokonujemy porannych ablucji i powoli przygotowujemy się do wypłynięcia. Jeszcze krótkie zakupy w markecie GETRO ze szczególnym uwzględnienie napojów nikoniecznie chłodzących a bardziej wyskokowych. W międzyczasie przychodzi facio z Adriatica i sprawdzamy resztę rzeczy z listy. Niby wszystko w porządku ale gdzieś w głębi czai się myśl że nie sposób tego wszystkiego dokładnie sprawdzić. Ale co tam, mamy wszak ubezpieczenie kaucji. Facio jeszcze wciąga na maszt drugiego facia (jak w cyrku) i naprawiają nam światlo topowe. Wreszcie wszystko załatwione i pada upragniona komenda „oddaj się na cumie” (słyszałem już kiedyś taką odpowiedź załogantki że: „k… to może ja i jestem, ale na pewno nie baletnica !” ). Wychodzimy na silniku na Kaśtelanski Zaljev i zostawiamy za sobą wspaniałą panoramę gór Kozjak. Płyniemy w stronę Hvaru. Założenia są takie że płyniemy tam gdzie nas oczy poniosą a gdzie nas noc zastanie tam staniemy na postój. W końcu mamy wakacje, nigdzie nam się nie spieszy:). Wiatr mamy słaby ok. 2B ale na szczęście kierunek dobry (połówka – tylko bez skojarzeń) i nie musimy się halsować. Płynąc sobie tak postanawiamy stanąć gdzieś na kąpiel w zatoczce. Przepływając obok pólnocnego krańca wyspy Brać widzimy fajną zatoczkę w której postanawiamy się na mapę, zatoka nazywa się Boboviśće i można stanąć. Wpływamy tam i rzucamy kotwicę. Jest cudnie, woda kryształ, głębokość 5 m. a widać wszystko na dnie, temepratura wody +22,4 st. C (przynajmniej tak pokazuje terometr jachtowy). Pierwsi chętni skaczą z rufy do wody i potwierdzają tę temperaturę. Pławimy się w wodzie na zmianę jakąś nie chce się wychodzić. Ale cóż trzeba płynąc dalej. Reszta załogi wchodzi na jacht i szykujemy się do odpłynięcia. Ponieważ wiatr jest słaby to robimy mały obiadek w postaci gorących kubków i zimnego piwa + zakąski (do wyboru). I tak sobie popijając, gawędząc i opalając się wypływamy na trochę szersze wody. Kierujemy się na Hvar, ale ponieważ wyczytałem że w mieście nie bardzo jest gdzie stanąć (wymagania załogi są wygórowane,WC, toalety, prysznice, SPA Wellnes, itp :).) postanawiamy stanąć na sąsiednim archipelagu wysp nazwanym niepokojąco Pakleni Otoci – czyli Wyspy Piekielne. Ciekawe dlaczego ? Stajemy na największej z nich Sveti Klement w marinie ACI o nazwie Palmižana. Ponieważ jest już trochę późno szybko klarujemy jacht i z częścią załogi postanawiamy popłynąć taksówką wodną do Hvaru na zwiedzenie miasta. Taksówkę znajdujemy bez problemu, natomiast problemem jest cena. Przewoźnik chce 100 kun od osoby (potem okazuje się że to w obie strony) i mimo targów nie chce nic zejść z ceny. Mówi się trudno, decydujemy się na to,( bo w końcu wiadomo czy tu jeszcze kiedyś będziemy?) i wskakujemy na łódź. Taxi szybko odbija i płynie z zawrotną jak na nasze dzisiejsze żeglowanie prędkością 25 węzłów. My robiliśmy w porywach 5 więc po 10 minutach jesteśmy na Hvarze i ponieważ zaczyna się ściemniać planujemy w pierwszej kolejności wejść na twierdzę górującą nad miastem. Wejście było ciężkie, ale opłaciło się, widok z góry na oświetlone miasto i zatokę jest cudny. Zwiedzamy twierdzę, już za darmo bo Pan stwierdził że już tak późno że nie weźmie opłaty. My mimo zapadających ciemności dobrze wszystko widzimy a widok z góry jest chyba lepszy niż za dnia. Potem schodzimy na dół do miasta i trochę włóczymy się po uliczkach. Następnie idziemy do knajpy na kolację. W knajpie jak zwykle owoce morza,kobiety, wino i śpiew O godz. wychodzimy bo jesteśmy umówieni z taksiarzem na nabrzeżu o godz. że ma nas zabrać z powrotem. O nie ma go, czyżby zrobił nas w trąbę. I jak teraz dostaniemy się do mariny ? Ale 5 minut później widzimy światła, jest, jednak przypłynął po nas. I tak już w świetle księżyca, wracamy na nasz jacht, żeby jutro kontynuować naszą przygodę z dalmatyńskimi nocy budzi mnie dziwny odgłos przypominający walenie łyżką w metalowy talerz. To odgłos fałów obijających się o maszty. Ocho myślę, jutro czeka nas smak niedźwiedziego mięsa. I tak się stało. Rano budzi nas kołysanie jachtu i świst wiatru. Okazuje się że w nocy przyszło jugo. W marinie wygląda to nawet fajnie. Zobaczymy co będzie na załatwiamy to co mamy do załatwienia i wyruszamy. Jakoś dziwi nas trochę, że nikt więcej nie wypływa z portu. Po wypłynięciu z portu ponieważ trochę wieje (na wiatromierzu ok. 30 km/h), decyduję się na zarefowanie do połowy grota i foka. Płyniemy, na razie jest ok. w miarę szybko i bez zbytnich przechyłów. Ale pomału wychodzimy zza osłony wysp archipelagu i wiatr tężeje. Jacht pochyla się coraz bardziej, fala staję się wyższa. Po wyjściu na otwarte morze fale sięgają już. ok. 2 m a wiatr zmienia kierunek tak, że teraz mamy w mordę. Nic to, mówię trochę przestraszonej załodze, wreszcze są emocje. Część załogi (tej pierwszy raz na morzu i słabiej pływającej) zakłada kapoki, reszta sztormiaki. Wszyscy siedzą na zewnątrz w kokpicie bo w środki za bardzo buja. Masz co chciałeś „arturac” 🙂 Fala jest już taka, że przewala się przez cały dek i spada na nas do kokpitu. Po chwili wszyscy są już mokrzy. No ale jak się powiedziało A to trzeba powiedzeć B czyli płyniemy dalej. Gorzej że musimy się halsować i po każdym zwrocie wydaję mi się, że jesteśmy w tym samym miejscu. Ale tylko mi się tak wydaje, bo GPS pokazuje, że wolno ale jednak posuwamy się do przodu. Oddaję na chwilę ster koledze i wchodzę do kabiny zobaczyć GPS i mapy. W kabinie wrażenie sztormu potęguje się. Jacht nurkuję w dół i wali tak kadłubem o wodę że zaczynam i ja bać się o uszkodzenia jachtu. Odczucie jast takie jakby jakiś olbrzym podniósł jacht 2 m nad wodę i puścił go swobodnie na wodę. Uderzenia są takie że wszystko trzeszczy,jęczy i płacze. Najbardziej boję się o całość zastawy stołowej, która choć dobrze zaształowana to niepokojąco dzwoni oraz elektroniki jachtowej a po chwili przebywania w messie już o wszystko. Sprawdzam mapy oraz GPS-a i stwierdzam że jeszcze chwila (2 wyliczeń) i powinniśmy wpłynąć za Peljesać który trochę nas osłoni od wiatru. Wychodzę na zewnątrz, tu jest trochę lepiej, przynajmniej nie słyszę już łomotu i trzasku. Czego oczy nie widzą i uszy nie słyszą tego sercu nie żal. Przejmuję star i płyniemy dalej. Na szczęśnie nikt nie oddaje hołdów Neptunowi. Rzeczywiście za jakiś czas fale robią się jakby trochę mniejsze i wiatr trochę słabszy ( nie 6B tylko 5B 🙂Ale powoli robi się późno, a my do mariny w Korćuli mamy jeszcze daleko. Pytam załogę co robimy, czy halsujemy się dalej na żaglach i stajemy w pierwszym porcie na wyspie ( tym przypadku byłaby to Vela Luka), czy walimy na katarynie prosto do mariny Korćula. Zdecydowana większość jest za mariną (wiadomo – WC, toalety, prysznice, SPA Wellnes, itp :).) . Wobec tego odpalam katarynę, zrzucamy żagle i walimy prosto na marinę. Robi się już szarówka, kiedy dopływamy do mariny. Ale jak tam wpłynąć ? Wiatr wprawdzie i fala trochę osłabły ale dalej są takie że manewrowanie w ciasnej marinie gdzie miejsca między kejami jest na długość jachtu a wiatr jest dopychający jest trochę ryzykowne. Trudno myślę, nie po tośmy płyneli w takich warunkach cały dzień, żeby teraz stać na kotwicy ! Wchodzimy, precyzyjnie rozdzielam zadania, wyjmujemy wszystkie obijacze i tyłem pakujemy się między pomosty. Niesieni dopychającym wiatrem gnamy jak przecinak, przez chwilę przychodzi mi na myśl zwrotka popularnej piosenki „hej wiatr od rufy wieje rozp… keję”. Tu akurat wiatr mamu od dziobu, co nie zmienia faktu, że efekt może być podobny. Na keji bosman drze się i pokazuje miejsce gdzie według niego mamy stanąć, taaa łatwo powiedzieć. Już widzę panikę na jachcie w który celujemy rufą, wszyscy wyskakują na pokład, krzyczą coś (chyba po niemiecku), ciekawe co ? W odległości kilku metrów od niego daję całą naprzód, skręcam ster na bakburtę, w międzyczasie załogant chwyta podciągnięty muring, rzucamy cumy i już po chwili jacht grzecznie się kołysząc stoi karnie przy nabrzeżu. Uff ocieram pot z czoła i nagle słyszę brawa, to moja załoga zrobiła mi owację na stojąco za ten manewr. Niemcy też dołączyli się do owacji. Ok, w takim razie robimy szybki klar na jachcie i przygotowujemy się do wyjścia na miasto, gdzie planujemy zaliczyć obiadokolację w jakiejś knajpce, bo po taki dniu nikomu nie chce się gotować, a każdy głodny bo czasie pływania nie było nawet możliwości zrobić coś do jedzenia. Wyskakujemy na keję i tu niespodzinka, betonowy pomost dziwnie się kołysze. Ale po chwili okazuje się, że to nie pomost się kołysze, tylko w nas tkwi jeszcze morski rozkołys. Ktoś proponuje wino, bo według jego teorii suma dwóch sinusoid o przeciwnych fazach daje zero. Wobec tego idziemy sprawdzić tę teorię matematyczną. Okazuję się że działa ! Dalej już normalnym krokiem idziemy zwiedzać Korćulę. Co do jutrzejszego dnia to – „Dziś nie będę się tym martwić, pomyślę o tym jutro”.Po stosunkowo udanej nocy wstajemy rano – godz. 🙂 i stwierdzamy że pogoda niestety nie uległa poprawie a nawet bym powiedział, że się pogorszyła bo pada lekki deszczyk, ale jest ciepło. Fala jeszcze taka, że z kratek na molo tryskają gejzery trakcie śniadania robimy burzę mózgów i decydujemy, że nie wypływamy – zostajemy i zwiedzamy, tudzież robimy inne różne dziwne rzeczy na co kto ma ochotę (oczywiście w ramach zdrowego rozsądku). I tak część idzie zwiedzać miasto, część zostaje na jachcie, część wyszła robić coś na co mieli ochotę 🙂 . Późnym popołudniem umówiliśmy się wszyscy na wspólny obiad. Ja z moją małżonką także poszedłem zwiedzać, aczkolwiek kiedyś już byliśmy tu na wycieczce będąc na wczasach w Korćuli nie będę wam opisywał, dość jest tych opisów na forum. Co mi się rzuciło w oczy to to, że w porównaiu z poprzednim moim pobytem w lipcu jest pusto. Na bazarku owocowo-warzywnym przy starym mieście jeden ! kramik i to z serem. Nie to żebym miał coś przeciwko serowi ale wolałbym coś innego, jakąś rakiję, domaćne vino ostatecznie travaricę lub tinkture od smokva. Ostatecznie kupiliśmy i ser, na zakąskę 🙂I z tym serem pod pachą, dalej poszliśmy włóczyć się po mieście. W trakcie tej włóczęgi przechodząc koło popiersia sławnego podróżnika -Marco Polo, spostrzegłem duże moje podobieństwo do niego. Wam też tak się wydaje ?Włóczęgostwo opłaciło się, znaleźliśmy w jednej z bocznych uliczek domową winiarnię, w której dokonujemy zakupów wina prosto z beczki do… no właśnie do czego by tu nalać ? Na szczęście właściciel miał odpowiednie flaszki ( pewnie był przygotowany na takich jak my). Wlał nam do fajnego plastikowego baniaka 3 l. wina za uwaga !- tylko 60 kun czyli jakieś 32 zł. czyli 10,60 zł./l. I nie myślcie sobie że był to jakiś sikacz, bo wcześniej zażyczyliśmy sobie „probe” z wszystkich win jakie miał. (na szczęście miał tylko 6 rodzajów). Potem wzięliśmy to które nasz nam najbardziej smakowało nazwy nie pamiętam. Dla chętnych aby odwiedzić to miejsce podaję adres ul. Marinka Gjivoja numeru nie pamiętam, ale idąc tą ulicą nie sposób tego nie zauważyć. Potem jeszcze sklepiki, stragany, budki z różnymi duperelami i nastał wieczór. Zgodnie z umową stawiliśmy się w umówionej wcześniej restauracji i tam oddaliśmy się degustacji różności na jakie kto miał spożyciu wszystkiego co było do spożycia (niektórzy już nie mogli spożyć do końca) marynarskim krokiem udaliśmy się na ranka dzień wstał ładny, słoneczny, ciepły z resztkami chmur na niebie zaczepionymi o szczyty gór na Peljesacu. Wiatr słaby i do tego odwrócił się tak, że znowu będziemy mieli go „w mordę” 🙁Wobec tego szybkie odprawiamy poranne rytuały i szykujemy się do wypłynięcia. Śniadanie zjemy na trawie.. tzn. na wodzie. Po przeanalizowaniu mapy stwierdzam, że aby zdążyć na piątek do Kaśteli musimy już zawrócić i kierować się z powrotem. Wypływamy w stronę Hvaru zostawiając za rufą mury Starego Miasta i majestatycznego po tego szczytu niby jest nieduża, bo „tylko” 961 m. ale biorąc pod uwagę, że wznosi się on od samego morza, to robi to ogromne wrażenie. Kilka lat temu będąc w Orebiću weszliśmy na ten szczyt, widok z niego jest zaiste w stronę południowo-wschodniego krańca Hvaru mamy jeszcze w miarę dobry wiatr tak więc postanawiamy się przekąpać w jakiejś zatoczce. Wybór nasz padł na Uvala Prapratna niedaleko Sućuraja. Woda jak zwykle kryształ, ciepła i jak zwykle pławimy się w niej około kąpieli w słonej wodzie trzeba obowiązkowo przepłukać usta, żeby pozbyć się słonego smaku i zgasić pragnienie. Robimy to zimnym piwem, winem, wodą, sokiem, na co kto ma ochotę. Po zaspokojeniu pragnienia podnosimy kotwicę i płyniemy dalej. Okrążamy poludniowo-wschodni kraniec wyspy Hvar i kierujemy się wzdłuż wybrzeża tzw. Makarskiej po drodze piękne miasteczka na tle cudownej panoramy gór masywu Biokovo, który jest drugim co do wielkości pasmem górskim w Cro z najwyższym szczytem Sveti Jure – 1762 m Widoki rzeczywiście cudowne. Do tej pory widziałem je tylko od strony lądu a teraz mam możliwość podziwiać je od strony my tu gadugadu, widoczki, fotki, piwko a czas leci. Postanawiamy, że trzeba pomału szukać miejsca na nocleg. Wybór nasz padł na Tućepi. Jest tam zanaczona marina więc będzie wszystko co potrzeba kobietom. Podpływamy tam bliżej, widzimy że miejsce jest, wobec tego robię zwrot i tyłem pakujemy się do mariny. Wpłynęliśmy już do połowy gdy wtem na keji zjawia się jakiś człowiek i krzyczy, żeby nie wpływać bo nie ma naniego zdziwieni bo miejsca jest tyle że moim zdaniem zmieściłby się tu Batory ( gdyby oczywiście miał mniejsze zanurzenie), ale co robić nie chce nas to trudno, nie zarobią dziś tu na nas. Wrzucam całą naprzód i wypływamy z mariny. Patrzę na mapę i stwierdzam że najbliżej mamy do Makarskiej. Wobec tego kierujemy tam nasz dziób. Makarska od strony morza robi sympatyczne wrażenie, ładny port miejski ale niestety nie ma tam mariny żeglarskiej. Trudno, będziemy dziś stać w porcie przy kamiennym nabrzeżu keji miejskiej. Podchodzimy jak zwykle rufą do nabrzeża, gdy wtem znowu zjawia się jakiś człowiek i znowu coś krzyczy do nas. Na szczęście orientujemy się, że chce żebyśmy wpłynęli w inne miejsce, które on nam pokaże. Ok. płyniemy tam gdzie nas prowadzi i okazuje się że będziemy stać pomiędzy dwoma dużymi (tak ze 3 razy większymi od nas) jachtami. Jeden jest z banderką niemiecką, a drugi z chorwacką. Podchodzimy, łapiemy muring, rzucamy cumy rufowe, knagujemy liny i że przy takich jachtach nasz wydaje się być łupinką ? Jacht motorowy po prawej burcie z banderką chorwacką robi naprawdę wrażenie, można powiedzieć, że zasłania nam świat. Jakiś człowiek z obsługi tego jachtu mowi nam, że w wieczorem i w nocy będzie na nim dyskoteka więc musimy się na to odpowiednio przygotować. Nie wiem co miał na myśli 🙂 Po drugiej burcie stoją Niemcy pięknym drewnianym oldtimerem, ze 3 razy większym od naszego. Jast fajnie, zwłaszcza że i opłata portowa jest o połowę niższa niż w marinie ( ale bez podłączenia do prądu i wody). Wobec tego szybko klarujemy jacht i idziemy na miasto przygotować się do dyskoteki. Na nabrzeżu, które robi wrażenie promenady w Tunezji (palmy) stoi fajna rzeźba przedstawiająca … no właśnie kto zgadnie co ? Ja obejmuję czule za biust dziewczynę z rzeźby i poklepuję ją po pupci. W końcu nie codziennie można tak zrobić obcej kobiecie i to w dodatku przy własnej żonie 🙂 Potem idziemy dalej w miasto zwiedzać i jakimś czasie już odpowiednio przygotowani do dyskoteki, wracamy na jacht a tu znowu niespodzianka ! Jacht kolebie się na wodzie (chociaż fali nie widać) jakieś 0,5 metra w dół i w górę tak że trudno nam wejść po trapie (może to efekt przygotowań do dyskoteki ?). W każdym razie od Niemców dowiadujemy się, że to tzw. martwa fala, która wchodzi do portu z pełnego morza i powoduje taki nieprzyjemny rozkołys. Wobec tego zakładamy dodatkowe cumy z dziobu i rufy, naciągamy je mocno i kołysanie trochę się uspokaja. Zobaczymy co będzie w nocy ! Na szczęście (dla niektórych nieszczęście) informacja o dyskotece okazała się żartem. Wobec tego będziemy mieli spokojną noc. A przygotowania do dyskoteki okazały się na tyle skuteczne, że kołysania jachtu spowodowanego martwą falą nikt z nas w nocy nie czuł i rano obudziliśmy się świezi i obudziliśmy się, a właściwie obudziła nas orkiestra dęta. Wyglądali bardzo elegancko w jednakowych bordowych uniformach, przeszli marszowym krokiem wzdłuż całego nabrzeża grając jakąś fajną muzykę (chyba marsz ). Poniżej podaję link do filmiku z tą orkiestrą na Youtube. Nie wiem czy to było jednorazowe przedstawienie spowodowane jakimś wydarzeniem (rocznica, święto itp.), czy też oni zawsze rano mają taki zwyczaj budzenia ludzi. W każdym razie zrobili to skutecznie, bo wszyscy wylegliśmy na pokład przyglądając im się jak maszerują i takiej pobudce postanowiliśmy iść i wziąść gdzieś prysznic ( się a nie ukraść go), bo wczoraj nie mieliśmy gdzie tego zrobić (toalety miejskie nie miały pryszniców, a poza tym babcia klozetowa o godz. zamknęła przybytek i poszła do domu). Po krótkiej naradzie zdecydowaliśmy, że idziemy na plażę miejską, gdzie się najpierw przekąpiemy a potem umyjemy się pod prysznicami plażowymi. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Poszliśmy na plażę na drugą stronę półwyspu Sv. Petar. Wchodzimy na plażę a tu kolejna niespodzianka, plaża jest zupełnie pusta, czyżby jakaś zaraza i zamknęli plażę ? Będąc kiedyś przejazdem zajrzeliśmy na tę plaże i tłok był tam taki, że (jak to kiedyś obrazowo określił kolega mówiąc o tłoku w autobusie) „gdyby nie kobiety to niebyłoby gdzie palca włożyć” 🙂 tyle było ludzi w lipcu ! A tu pusto jednynie nasza gromadka na plaży, nie wiemy czy może się kąpać, czy nas zaraz ktoś nie wygoni z plaży, ale ryzykujemy i wchodzimy do jak zwykle kryształ (trochę mniej szlachetnej urody niż w zatoczkach na wyspach), ciepła, więc korzystamy z tego. Potem tak jak planowaliśmy, myjemy się pod prysznicami i odświeżeni oraz orzeźwieni wracamy na jacht. Po drodze mijamy statek rybacki, który właśnie dobił do nabrzeża i sprzedają z niego świeże rybki oraz inne owoce morza. My nie kupujemy nic (no bo ktoś musiałby to potem oporządzić i usmażyć) i wchodzimy na nasz tylko krótkie zakupy, śniadanko, sranko, sikanko i wypływamy z portu. Kierujemy się wzdłuż południowego wybrzeża wyspu Brać, bo chcemy dopłynąc do miejscowości Bol i słynnego cypla Zlatni Rat, gdzie jest bodaj najpiękniejsza plaża w Chorwacji (tak przynajmniej mówią) a fotka z tym widoczkiem jest na każdym folderze po drodze podziwiamy piękne widoki Braću i na miejsce udaję nam się dopłynąć około godziny Rzucamy kotwicę po zachodniej stronie cypla i skaczemy do wody, (oczywiście na zmiany, bo ktoś musi zostać na jachcie). Z bliska ten Złoty Róg okazuje się przereklamowany, to co tak pięknie wygląda na folderach jak piasek, okazuje się być drobnym żwirkiem. Ale i tak widok na cypel jest ładny a woda więc z tego do woli i w tzw. międzyczasie robimy i jemy prosty i szybki obiad w postaci fasolki po bretońsku z puszki (ciekawe co wspólnego z Bretanią ma to danie). W trakcie naszego postoju, zdziwienie nasze wzbudził samotny człowiek, który przypłynął z pełnego morza na desce surfingowej wiosłując tylko jednym pagajem (tak jak kanadyjkarz). Skąd przybywa i dokąd podażą ten Jakub Paganel – pozostanie to dla nas mroczną każdym razie my tak nie zamierzamy pływać ( chociaż pagaje mamy), więc stawiamy żagle i odpływamy w stronę miasteczka Milna na pólnocno zachodnim krańcu wyspu Brać, gdzie planujemy postój. Płynąc sobie tak jakiś czas, zauważam nagle jakiś ruch przed dziobem. Kubek z wodą wypada mi z ręki, gdy nagle rzucam się do fotoaparatu i głośno krzyczę – DELFINY ! Tak, to stado tych sympatycznych ssaków przecięło nam drogę i przez chwilę popisywały się wyskakując ponad wodę. Wszyscy także rzucili to co mieli w rękach i rzucili się do robienia zdjęć. Potem się okazało, że na około 30 zrobionych zdjęć delfiny są tylko na 2 fotkach ! Reszta ujęć to było puste morze, lub ogony delfinów nurkujących pod wodę. Ale dobre i dwie fotki. Jedną z nich zamieszczam tu, żebyście i wy mogli to więc udało nam się podczas tego rejsu zaliczyć i tę atrakcję. Delfiny po krótkim baraszkowaniu wokół jachtu odpłynęły w tzw. siną dal i my też odpłynęliśmy ale we wcześniej określoną dal. Póżnym popołudniem przepłynęliśmy przez Splitskie Vrata i skierowaliśmy się do zatoki Milna. W locji wyczytałem że są tam dwie mariny, jedna na początku zatoki prowadzona przez holenderską parę, a druga w samym mieście Milna. Postanawiamy stanąć w tej pierwszej – nazywa się Vlaska i wydaje nam się, że będzie tam kameralniej, oraz że będzie się rano gdzie się później okazało mieliśmy rację. W samym miasteczku też jest marina, ale jest ciasno, głośno i brudno. Jedyny plus to taki, że jest tam wszędzie blisko, do sklepu, bazarku, straganików, knajpek, winiarni itp. My z naszej mariny musimy iść do miasteczka dobre 15 minut. Ale może to i dobrze, bo po po całym dniu leniuchowania przyda nam się trochę ruchu. Samo miasteczko nic nadzwyczajnego, ot takie sobie Hrvatsko każdym razie mogę powtórzyć za Cezarem – veni, vidi, vici. Oczywiście zwyciężyliśmy po ciężkiej i zażartej, w dosłownym tego słowa znaczeniu, walce w strudzeni legliśmy na dnia obudziliśmy się w nie najlepszych nastrojach (mimo słonecznego poranka), ale nie z powodu nadmiaru wina w konobie, tylko zdaliśmy sobie sprawę, że to już jest nasz ostatni dzień z reszty naszego rejsu. Mówi się trudno, wszystko kiedyś się kończy, ważne żeby pozostały nam miłe wspomnienia. A mam nadzieję, że tak chyba było na tym rejsie. Nic to, po śniadanku i związanych z tym czynnościach ubocznych, część z nas idzie jeszcze do miasteczka na krótkie zakupy a część na spacerek po okolicy, która naprawdę wygląda pięknie. A kwitnące dziko agawy robią niesamowite godzinie spotykamy się wszyscy na jachcie i po krótkim klarze wypływamy z mariny. Kierujemy się już w stronę Kaśteli, aczkolwiek po drodze zamierzamy „zaliczyć” jeszcze wyspę Solta. Płyniemy wzdłuż północnego wybrzeża wyspy wypatrując fajnego miejsca, gdzie będziemy mogli prawdopodobnie ostatni raz w tym roku wykąpać się w morzu. Wreszcie jest, fajna zatoczka o nazwie Nećujam. Wpływamy głębiej i stajemy w zachodniej odnodze zatoczki. I tu ukazała się naszym oczom ostatnia już chyba podczas tego rejsu niespodzianka. Mianowicie w odległości pół kabla od brzegu wystawał z wody na wpół zatopiony żaglowiec. Wyglądał jak autentyczny stary żaglowiec, drewniany dwumasztowy, z wody wystawały mu tylko część przechylonego pokładu i maszty. Postanowiliśmy przy okazji kąpieli w zatoce podpłynąć do niego i obejrzeć go sobie z bliska. Udało nam się nie tylko podpłynąć do niego, ale także wspiąć się na pokład. Z bliska wrak wyglądał na w miarę nie zniszczony przez wodę i czas. Ciekawe co też mu się przydarzyło? Czyżby współcześni piraci go napadli i zatopili?Po kąpieli i nurkowaniu we wraku i jak zwykle małej przekąsce oraz przepitce skierowaliśmy ster gdzie oczy poniosą. To znaczy w tym przypadku do Splitu, gdzie mieliśmy wysadzić część załogi, która nie była nigdy w tym mieście Dioklecjana. Na redzie Splitu stały ogromne wycieczkowce, z których ludzi na ląd dowoziły szalupy większe od naszego jachtu ! Wysadziliśmy i my na nabrzeżu część załogi i zawinęliśmy się do Kaśteli. Odpływając mieliśmy możliwość zaobserwować na pobliskich wzgórzach Kozjak górujących nad Splitem, ślady po ogromnym pożarze, który jak widzimy wypalił do cna co najmniej 50 % powierzchni rosnących tam lasów, brr.. już po chwili zapominamy o przykrych widokach, bo dopływamy do południowego krańca wyspy Ciovo i okrążając półwysep Marjan kierujemy się już prosto do Kaśteli. Przepływamy obok kasztelu Gomilica czyli zamku, który siostry benedyktynki pobudowały na skale i od którego miasto wzięło swoją nazwę. Jeszcze ostatni rzut oka na zamek i wpływamy do dopłynięciem do kei, kierujemy się jeszcze do pobliskiej stacji paliw, gdzie musimy dotankować do pełna zbiornik naszego jachtu. Wpływając do zatoczki, w której mieści się stacja, widzimy przed nami jachty, które dopływają do stacji, a po chwili krótkiej konwersacji z obsługą odpływają nie tankując. Pytamy jednego z zawracająch skiperów dlaczego nie tankują ? Problem, odpowiada i po chwili wyjaśnia nam, że obsługa tankuje tylko swoich. Co to znaczy ? Ale podpływamy i my i o dziwo obsługa bez problemu tankuje nasz jacht, nie chce za to pieniędzy, ale za to daje nam jakąś karteczkę na której napisana jest magiczna cyfra 44 ! Okazuje się, że tyle właśnie zatankowali nam paliwa, a zapłacimy za nie w marinie zdając jacht. Czyli wynika stąd, że my jesteśmy ci swoi. Ale coś mało jest do tankowania tych swoich, więcej obcych, czy oni nie chcą na innych zarobić ? Dziwna sprawa, ale w końcu to nie nasz problem. Wypływamy z zatoczki i kierujemy się do mariny. Czlowiek z obsługi Adriatic Charter już z daleka woła do nas i pokazuje nam gdzie mamy stanąć. Ok, płyniemy posłusznie i stajemy tam gdzie nam kazał. Wreszcie w domu chciałoby się powiedzieć, gdyby nie to, że trochę nam żal, że rejs już się skończył. Idę do biura zameldować, że dopłynęliśmy i poprosić o przyspieszenie odbioru jachtu, bo jutro wcześnie rano chcemy wyjechać. No problem, odpowiada Pan w biurze. Ktoś do was niedługo przyjdzie, zrozumiałem. Wobec tego idę z powrotem na jacht i zaczynamy pakować graty i wynosić je do samochodów, które o dziwo stoją tam gdzie je zostawiliśmy tydzień temu. Myślałem, że z powrotem gratów będzie mniej, ale gdzie tam, prawie połowa żarcia nam została i sporo wody mineralnej 🙂 No nic, upychamy to wszystko na powrót w samochodach, a w międzyczasie przychodzi facio z obsługi, żeby dokonać odbioru jachtu. Przygotowany byłem na długą i skrupulatną procedurę odbioru, ale facio tylko pobieżnie sprawdza najważniejsze rzeczy (nurek już wcześniej sprawdzał kadłub) i bez problemu podpisuje nam protokół odbioru. Nie wiem czy to efekt końca sezonu czy ubezpieczenia kaucji czy czegoś innego (może rakiji) ? W każdym razie zadowoleni, że tak szybko nam poszło, postanawiamy za resztę kasy jachtowej iść na pożegnalną kolację w miejscowym Restoranie. Kolacja przeszła nam szybko, bo i kasy nie zostało za dużo i nastroje w załodze jakieś niewyraźne. I tak w markotnych nastrojach wracamy na jacht, żeby wyspać się, bo przecież jutro rano trzeba będzie (niestety) wracać do domów. Ale przyrzekamy sobiew duchu, że kiedyś na pewno tu (lub gdzie indziej) wrócimy, aby znowu pożeglować po Jadranie.
Położona na siedmiu wzgórzach Pula to urokliwe miasto półwyspu Istria, położone tuż nad lazurowym Adriatykiem. Tutejsza architektura i klimat przywołują skojarzenia z Rzymem. Co warto zobaczyć w portowym mieście? Jakie są najlepsze atrakcje Puli? Poznajcie nasz przewodnik, prezentujący 11 najciekawszych i najlepszych miejsc w Puli! Oto, poradnik i przewodnik po atrakcjach turystycznych Puli i okolic – zapraszamy! Zwiedzanie Puli Co warto zobaczyć w Puli? Jak zwiedzać Pulę? To miasteczko na północy Chorwacji na półwyspie Istria. To też ósme największe miasto Chorwacji oraz brama do zwiedzania tej części Chorwacji. To też jedno z najlepszych miejsc w Chorwacji w miarę blisko z Polski samochodem. Niedaleko też znajduje się Rijeka, Rovinj, Medulin czy Brijuni. Jest to więc dobra destynacja do zwiedzania nie tylko napchanego atrakcjami centrum Puli ale i okolic. Co zobaczyć w Puli? Znajdziecie tutaj pełno zabytków, których by nie powstydziły się żadne włoskie miasteczka. Jak zobaczycie zaraz w tekście atrakcji w centrum Puli jest sporo więc możecie sobie podzielić zwiedzanie Puli na dwie części, czyli tą na piechotę w centrum oraz drugą po okolicznych atrakcjach Puli. Amfiteatr najważniejszy zabytek Puli Zaczynamy od najbardziej charakterystycznego zabytku Puli – rzymskiego amfiteatru. Jego budowa rozpoczęła się w II wieku a skończyła się w I wieku za panowania cesarza Wespazjana. Pośrodku areny odbywały się walki gladiatorów, na które przybywały wielotysięczne tłumy – widownia była przygotowany na przyjęcie około 23 tysięcy widzów! Amfiteatr zachował się do naszych czasów w świetnym stanie, dlatego też współcześnie odbywają się tu koncerty oraz festiwale filmowe. Konstrukcja o wymiarach 132 na 105 metrów robi wrażenie na odwiedzających. Warto kupić bilet wstępu, żeby móc stanąć pośrodku amfiteatru i poczuć monumentalność starożytnej budowli. Łuk Sergiusza starożytny łuk triumfalny w Puli Co warto zobaczyć w Puli? Łuk Sergiusza, zwany również Złotą Bramą, to kolejna pamiątka z czasów Cesarstwa Rzymskiego. Jest typowym łukiem triumfalnym, wzniesionym około 30 roku na część mężczyzn ze znanego w Puli rodu Sergiusza. Architektura budowli nawiązuje do stylu korynckiego. Wysoki na 8 metrów łuk był niegdyś fragmentem bramy miejskiej. Dziś stanowi przejście pomiędzy współczesną częścią miasta, a jego zabytkowym centrum. Łuk Sergiusza „przeprowadzi” Was na ulicę Sergijevaca, czyli deptak pełen sklepów z pamiątkami, klimatycznych restauracji i urokliwych knajpek. Miejski targ nietypowa atrakcja Puli Co warto zwiedzieć w Puli? Chcecie poczuć klimat Puli i zobaczyć, jak wygląda codzienne życie mieszkańców? W takim razie wybierzcie się na targowisko miejskie, zwane gradska tržnica. Znajdziecie tu wyśmienite, lokalne produkty oraz pamiątki, wykonane przez lokalnych artystów i rzemieślników. Poza mnóstwem kolorowych warzyw, soczystych owoców, pachnących wędlin typu włoskiego czy różnych odmian rakii, na targu kupicie również produkty z lawendą. Warto zaopatrzyć się w lawendowe miody lub nalewki, których smak i zapach są naprawdę wyjątkowe! Zobaczcie co warto kupić w Chorwacji! Trg Forum najstarszy plac w Puli Świątynia Augusta w Puli Trg Forum to najstarszy plac Puli, który już w czasach rzymskich stanowił centrum życia społecznego oraz politycznego miasta. Te funkcje pełni także dziś – odbywają się tu wydarzenia kulturalne, znajdziecie też kilka knajpek i restauracji, a także gotycki gmach ratusza, będący siedzibą lokalnych władz. Sam trg Forum robi ogromne wrażenie ze względu na dużą ilość zabytków z różnych okresów historycznych. Na szczególną uwagę w tej architektonicznej mozaice zasługuje zachowana w praktycznie nienaruszonym stanie starożytna świątynia Augusta. Ratusz w Puli Na placu znajdowały się jeszcze trzy, inne budynki sakralne, poświęcone rzymskim bogom: Minerwie, Jowiszowi i Junonie. Niestety, nie przetrwały próby czasu. Jeśli poza pięknymi budowlami szukacie praktycznych wskazówek, trg Forum będzie dobrym adresem. Znajdziecie tu punkt informacji turystycznej. Twierdza Kastel najlepszy punkt widokowy w Puli Dla mocarstw walczących o strefy wpływów Pula była atrakcyjnym miastem, ze względu na swoje strategiczne, nadmorskie położenie i znaczenie handlowe. Z tego powodu dbano o wzmocnienie bezpieczeństwa. Znajdująca się na wzgórzu twierdza Kastel, wzniesiona w XVII wieku przez Wenecjan, przez wieki pełniła funkcje obronne. Stanowiła część fortyfikacji miejskich. Dziś Kastel pełni przede wszystkim funkcję atrakcji turystycznej i miejsca, w którym odbywają się wydarzenia kulturalne, takie jak coroczny Festiwal Filmów Fabularnych. W murach twierdzy znajduje się Muzeum Historyczne i Morskie Istrii z bogatymi zbiorami, liczącymi ponad 7 500 eksponatów. Najpiękniejsze są tu jednak… widoki na okolicę. Panorama Puli, portu i pobliskiej zatoki z pewnością Was oczaruje! Brijuni Safari, golf i park obok Puli W Nacionalni park Brijuni na wyspie bardzo blisko centrum Puli znajduje się wiele ciekawych atrakcji dla miłośników natury. W tym park narodowy, safari czy pole golfowe. Znajdują się tutaj też nieliczne zabudowania w tym kościoły czy wille. Doskonałe miejsce na wypoczynek, wypożyczenie samochodu w Safari czy partyjkę golfa. Plaże w Puli wakacyjna, słoneczna atrakcja Puli Poza wspaniałymi zabytkami i klimatycznym portem, Pula skrywa jedne z najpiękniejszych plaż Istrii. Żwirowa Hawajska z krystalicznie czystym, lazurowym Adriatykiem zachwyci zarówno tych, którzy szukają romantycznej zatoki, jak i rodziny z dziećmi, poszukujące miejsc z łagodnym zejściem do morza. Po przeciwnej stronie, w odległości około 600 metrów, znajdziecie kolejną, urokliwą zatokę, z odznaczoną Błękitną Flagą plażą Ambrela. Zrelaksujecie się tu w promieniach słońca na jasnym, ciepłym żwirku lub w cieniu pobliskiego, piniowego lasu. A może poszukujecie fragmentu wybrzeża z rozbudowaną infrastrukturą, wodnymi atrakcjami i złocistym piaskiem? W takim razie zdecydujcie się na otoczoną soczystą zielenią śródziemnomorskiej roślinności plażę Valkane. Bez względu na to, które miejsce wybierzecie na słoneczne kąpiele, będziecie zachwyceni malowniczym wybrzeżem Puli. Zobaczcie 20 najpiękniejsze plaże Chorwacji, najładniejsze i najlepsze chorwackie plaże Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zabytkowy kościół Puli Katedra WNMP w Puli znajduje się przy placu Sveto Tome na starym mieście. To budynek, w którym przeplatają się ślady kultury rzymskiej z pierwszymi symbolami chrześcijaństwa. Kościół powstał dokładnie tam, gdzie w czasach antycznych wzniesiono świątynię ku czci boga Jowisza. Później starożytną budowlę sakralną przebudowano tak, że na jej miejscu pojawiła się wczesnochrześcijańska bazylika. Dopiero w XV wieku katedra uzyskała obecny kształt, a dwieście lat później dobudowano tu dzwonnicę. O niezwykłej historii tego budynku świadczą pozostałości po dawnych czasach – starożytne kolumny, rzymski sarkofag i chrześcijańskie mozaiki. Zdecydowanie warto zajrzeć do katedry WNMP. Zerostrasse najnowsza atrakcja Puli Zerostrasse to udostępniony turystom fragment podziemnych tuneli, powstałych w trakcie I wojny światowej. Budowę skrytych pod powierzchnią tuneli, których sieć pokrywała praktycznie całe miasto, zleciły władze austro-węgierskie. Korytarze miały służyć jako schrony dla ludności cywilnej oraz pełnić rolę składów amunicji. W czasie II wojny światowej mieściły się tu szpitale dla rannych. Obecnie turyści mogą zobaczyć część podziemnego tunelu, obejmującą około 400-metrowy odcinek, zakończoną rozległą salą. Odbywają się tu różnego rodzaju wydarzenia kulturalne czy wystawy czasowe. Rejsy niezapomniana atrakcja Puli Jak na portowe miasto przystało, Pula może poszczycić się sporym wachlarzem wycieczek rejsowych do wyboru. Gdzie warto popłynąć? Polecamy morską wyprawę do usianego wąskimi uliczkami chorwackiego Rovinj, przywodzącego na myśl włoskie klimaty. Skoro o Italii mowa, to z Puli popłyniecie także do miasta gondoli i pięknej architektury, czyli do Wenecji. Warto również skorzystać z rejsu motorówką do rezerwatu Kamenjak, podczas którego będzie mogli popływać w jaskini, podziwiać strome ściany klifów i napawać się widokami na Istrię. Mapa atrakcji w Puli Co zobaczyć w Puli? 1) Amfiteatr i arena w Puli 2) Kastel w Puli 3) Trg Forum w tym Świątynia Augusta i Ratusz 4) Łuk Sergiusza 5) Targ w Puli 6) Katedra w Puli 7) Centrum Puli 8) Brijuni Safari & Golf 9) Medulin Pula to miasto pełne klimatycznych zakątków. Dzięki swojemu nadmorskiemu położeniu jest idealnym wyborem na słoneczne wakacje. Spędzając dni na niebiańskich plażach, nie zapomnijcie zarezerwować czasu na odkrywanie najlepszych atrakcji Puli! Zobacz także: Kraków – Split, Chorwacja pociąg, rozkład jazdy 2022, ceny, ile kosztują bilety? Czy Chorwacja jest droga czy tania, ceny w 2022? Top 13: Co kupić w Chorwacji? Jakie pamiątki przywieźć? Zobacz także
Weekend w Chorwacji, to nasz wspólny prezent z okazji dziesiątej rocznicy ślubu. Za kilka dni będziemy ją obchodzić i właśnie z tej okazji postanowiliśmy polecieć gdzieś tylko we dwoje. Nauczeni doświadczeniem z czerwcowych wakacji w Bułgarii wiedzieliśmy jedno – chcemy lecieć z Poznania! 🙂 Mieliśmy 3 opcje bezpośrednich lotów z Poznania: PulaZadarSpilt Wybraliśmy Pulę, bo wylot był w piątek, a powrót w poniedziałek, więc potrzebowaliśmy tylko dwóch dni roboczych. Plan weekendu w Chorwacji Pamiętajcie proszę, że to nasz plan – tzn. ludzi, którzy wyrwali się na 4 dni bez dzieci i ludzi którzy mieszkają w domu z ogrodem poza dużym miastem – tzn. jeszcze 2 lata temu wszędzie szukaliśmy leżaków i kawałka trawy, a teraz tęsknimy za wieczorami w mieście 🙂 Zaczynamy! Transport: Zostawiliśmy samochód na parkingu P6 przy lotnisku Ławica. To najbardziej korzystna opcja, bo parking do ośmiu dni kosztuje 69 zł i jest całkiem blisko wejścia. Jeżeli jednak ma się dużo bagaży, to spokojnie można podjechać pod wejście na lotnisko, zostawić jednego z pasażerów z bagażami, odstawić samochód i wrócić na lotnisko. Lot z Poznania do Puli trwa około 80 minut. My lecieliśmy liniami Ryanair z bagażem podręcznym. Aktualnie bezpłatny bagaż podręczny to już nie mała walizka, jak to było kilka lat temu, ale coś wielkości plecaka. Natomiast taki plecak spokojnie pomieścił nasze rzeczy na 4 dni. Drobny problem mieliśmy w drodze powrotnej, bo leciały z nami prezenty dla dzieci 🙂 Pamiętajcie natomiast o odpowiednim spakowaniu się do bagażu podręcznego – szczegóły trzeba sprawdzić na stronie konkretnych linii, ale najczęściej ograniczenia dotyczą przewożenia płynów (np. kosmetyków) – w przypadku Ryanair możemy przewieźć łącznie 1 litr w buteleczkach maksymalnie po 100 ml spakowanych do przezroczystego woreczka również o łącznej pojemności 1 litra. I tu tip – woreczki strunowe do mrożenia żywności świetnie się sprawdzą jako kosmetyczka!Transport z lotniska w Puli do centrum to minimum 3 opcje jakie znamy: Uber, shuttle bus i taksówka. Podobno jest też jakiś podmiejski autobus, ale tej opcji nie sprawdzaliśmy. Lotnisko jest oddalone o około 7 km od centrum. 1) Uber to koszt około 45 kun. Z reguły z lotniska do centrum jedzie dużo Polaków, więc można ten koszt podzielić z kimś na maksymalnie 4 osoby. Ważne! W drodze powrotnej chcieliśmy jechać Uber’em, ale niestety nie mogliśmy znaleźć żadnego dostępnego i zdecydowaliśmy się ponownie na podróż shuttle bus. Warto więc zamówić sobie Uber’a wcześniej na konkretną datę i godzinę za pomocą aplikacji. 2) 30 minut po każdym przylocie do Puli z lotniska odjeżdża shuttle bus, który jedzie na dworzec autobusowy w Puli. Ten sam autobus jeździ również w drugą stronę – rozkład znajdziecie tu. Bilet kosztuje 30 kun (18 zł ) za osobę i kupimy go u kierowcy (karta i gotówka). Weźcie jednak pod uwagę fakt, że samolotem przylatuje więcej osób niż zmieści się do autobusu (chociaż kierowca pozwolił kilku osobom jechać na stojąco), więc warto prosto z lotniska iść na przystanek shuttle bus. Znajdziecie go bez problemu – autobus będzie stał przed wyjściem z budynku i pojedzie centrum około 10 minut. 3) Taksówka to najdroższa opcja – tu zapłacimy około 170 kun (105 zł), ale to również można podzielić na kilka osób. Hotel: Wybraliśmy opcję shuttle bus i dojechaliśmy do dworca autobusowego (wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy o Uberze :)), a z dworca mieliśmy już tylko kilka minut do naszego hotelu. Wybraliśmy Hotel Amfiteatar – lokalizacja genialna, bo przy samym… amfiteatrze 🙂 Pokoje niewielkie, ale czyste. W cenie ręczniki, podstawowe kosmetyki i bardzo różnorodne śniadanie. Dodatkowo parking pod hotelem oraz możliwość przechowania bagażu po wymeldowaniu. Z każdym dniem zachwycałam się lokalizacją na nowo – Uber mógł podjechać pod samo wejście, na miejscu mieliśmy hotelową restaurację i ogródek, po drugiej stronie ulicy kantor i duży miejski parking. Z okna było widać amfiteatr i morze. Kilka metrów dalej turystyczny punkt medyczny, punkt testów na Covid, piekarnia, sklep i festiwal wina (trwa do końca sierpnia). A około 100 metrów dalej uliczki pełne restauracji, barów, kawiarni – mieszkaliśmy w totalnym centrum i to była świetna baza wypadowa. Co dalej? W miasto! Samą Pulę zwiedzicie w pół dnia. Najważniejsze punkty to: AmfiteatrMarina z pięknymi jachtami i mnóstwem ofert wycieczek (np. na cały dzień plażowania na wyspie albo na poszukiwanie delfinów o zachodzie słońca).Konkatedra Wniebowzięcia NMP, a pod nią restauracja Delfin z pysznym jedzeniem!Świątynia Augusta i Forum – a tam same knajpki z kawą i drinkami. To tu szukałam Aperola z ładnym widokiem 🙂Wenecka twierdza z widokiem na całe miastoŁuk Sergiusza, a obok pyszne lody i schody na których można odpocząć Brama HerkulesaTwin GateI dalej polecam skończyć zwiedzanie w Pizzerii Jupiter – chyba jedno z najbardziej obleganych miejsc, ale warto czekać na stolik. Chociaż to też jest trochę loteria, bo jednego dnia czekaliśmy w bardzo długiej kolejce, a następnego weszliśmy prosto z ulicy. Ceny normalne – bez obaw. Można też wrócić na ul. Kandlerova ( tam gdzie jest Konkadedra z punktu 2) i chodzić od knajpki do knajpki : Do końca sierpnia można też iść do Tito’s Park na festiwal wina (czynne od godziny 19). źródło: Google Maps A co z plażą? Z centrum Puli widać morze, ale nie ma tam plaż. Zobaczycie tam marinę, piękne jachty, statki wycieczkowe, stocznię. Natomiast na plażę trzeba dojechać/ dojść. My jeżdziliśmy Uberem a wracaliśmy autobusem (nie było dostępnych Uber’ów w drodze powrotnej). Raz wybraliśmy się na półwysep Verudela. Tam plażowaliśmy na Ambrela Beach, a potem poszliśmy na spacer i dotarliśmy na Brioni Beach. Jedliśmy też obłędnie dobrą pizzę w restauracji Da Bruno Pizza and Grill – bardzo polecam. Kolejnym razem trafiliśmy na półwysep Stoja i tam plażowaliśmy przy Wake Park Pula i na pobliskich skałkach. Wracaliśmy do centrum około godziny 15 i spacerowaliśmy mariną marząc o jachcie, lub chodziliśmy ul. Kandlerova w poszukiwaniu miejsca idealnego na obiad. Raz zdarzyła się nawet drzemka po obiedzie – to właśnie robią rodzice na wakacjach bez dzieci 🙂 źródło: Google Maps Weekend w Chorwacji – ile to kosztuje? A dokładniej: ile to nas kosztowało 🙂 lot z Poznania – 530 zł dla dwóch osób w dwie strony (Ryanair z bagażem podręcznym)transport z lotniska w Puli do centrum miasta i odwrotnie: autobus lotniskowy w jedną stronę dla jednej osoby to 30 kun (18 zł) lub Uber około 45 kun (28 zł) w jedną stronę dla 1-4 osób, taksówka 170 kun (105 zł) w jedną stronę dla 1-4 osób. parking na lotnisku Ławica w Poznaniu – 69 zł za 4 dnihotel – 1500 zł za 3 noce ze śniadaniemjedzenie – kwestia bardzo indywidualna, więc trudno tu cokolwiek oszacować, ale niżej podaję przykładowe dania i produkty z cenami. U nas wyglądało to tak, że śniadanie mieliśmy w cenie, na plażę braliśmy coś z piekarni, potem szliśmy na kawę/ drinka i przekąskę. Następnie około 15 wracaliśmy do centrum i szliśmy na obiad, a wieczorem na kolację. komunikacja miejska/ Uber – dla przykładu: koszt podróży z centrum Puli na plażę (Verudela) to 11 kun (7 zł) za osobę autobusem lub 30 kun (18 zł) Uberem za 1-4 osób. przykładowa atrakcja: rejs statkiem w poszukiwaniu delfinów na otwartym morzu z kolacją o zachodzie słońca – 220 kun za osobę (135 zł)rowerek wodny – wypożyczenie na godzinę to koszt 100 kun (62 zł), na dwie godziny 160 kun (98 zł).festiwal wina, który trwa do końca sierpnia – płacimy kaucję za kieliszek w wysokości 30 kun (18 zł) i chodzimy od stoiska do stoiska kupując takie wino jakie lubimy – ceny od 15 do 35 kun za kieliszek (od 9 do 21 zł).bilet do amfiteatru w Puli – 50 kun (30 zł). Żeby stworzyć Wam jakiś punkt odniesienia dodam, że nas (2 dorosłe osoby) całość kosztowała około 4000 zł. Czy można to zrobić taniej? Zdecydowanie można! Jak? lecąc w terminie gdy bilety są jeszcze tańsze – a widziałam takie dni kiedy w dwie strony zapłacilibyśmy 350 inny hotel – nam po pierwsze bardzo zależało na lokalizacji w ścisłym centrum, a po drugie dzień przed wylotem Booking odwołał nam rezerwację w innym tańszym miejscu, więc szukaliśmy czegoś na szybko – a jak się możecie domyślać, ceny były już zupełnie inne niż z wyprzedzeniem. Wcześniej nasz hotel kosztował około 1000 zł. rezygnując ze śniadania w hotelu – kawa i kanapka w piekarni to koszt około 16 kun (10 zł)rezygnując z atrakcji typu rejs czy rowerki, łącząc się w Uberze z innymi osobami chodząc pieszo – a to spokojnie można zrobićnie chodząc od knajpki do knajpki w poszukiwaniu Aperola z ładnym widokiem 🙂 jedząc dalej od centrumnie kupując pamiątek/ prezentówkupując wodę, przekąski, alkohol w lokalnych marketach Myślę, że da się wtedy zejść do około 2500 – 3000 zł. Ceny jedzenia w Chorwacji Sama szukałam cen przed wylotem, więc podaję przykładowe: pizza – od 40 kun (25 zł) kawałek pizzy (1/6 pizzy) – przydał się po imprezie w nocy i szło tam całe miasto – Primavera Bakery ul. Istarska 🙂 – 10 kun (6 zł)burger – od 49 do 85 kun (od 30 zł do 52 zł)cevapcici z frytkami – 55 kun (34 zł)kalmary i ośmiorniczki z frytkami – 95 kun (58 zł)talerz grillowanych mięs z frytkami i sosami (spokojnie starczyło na dwie osoby) – 95 kun (58 zł)lody (1 kulka) – od 9 do 11 kun (od 5,50 do 6 zł)piwo 0,5l – od 22 do 25 kun (od 13,50 do 15 zł)Aperol Spritz – od 30 do 50 kun (od 18 zł do 30 zł)kieliszek wina – od 20 do 40 kun (od 12 do 25 zł)Mojito i inne drinki – 50 kun (30 zł)espresso – około 9 kun (5,5 zł)cappuccino – od 11 do 13 kun (od 7 do 8 zł)kebab – od 30 do 40 kun (od 18 do 25 zł)drożdżówka lub wytrawna bułka z nadzieniem w piekarni (np. kilkadziesiąt metrów od naszego hotelu Primavera Bakery ul. Istarska) – od 4 do 8 kun (od 2,50 do 5 zł)woda 1,5 litra kupowana w tabbaco shop (małe sklepiki przy ulicy otwarte wcześnie rano i późno wieczorem) – 9 kun (5,50 zł) Pula z dziećmi? Dla mnie nie, ale! Nam chodziło o totalnie miejski wyjazd. Nie sprawdzałam ofert pobytów dla rodzin z dziećmi. Natomiast gdybym miała szukać, to na pewno nie w centrum – bo tam zwyczajnie nasze dziewczyny by się nudziły. Szukałabym czegoś na półwyspie Stoja lub Verudela (tam gdzie plażowaliśmy), a samo centrum odwiedzilibyśmy w któreś popołudnie, by zwiedzić najważniejsze zabytki. Natomiast nasi przyjaciele z dziećmi są aktualnie w Park Plaza Verudela Pula i podobno jest super – lokalizacja przy plaży, restauracje, animacje dla dzieci, baseny. Jak pytałam Was na Instagram’ie o fajne miejsca, to też wiele osób polecało ten hotel, więc przekazuję dalej 🙂 źródło: Google Maps Weekend w Chorwacji – nasze wnioski: Pula to wspaniałe miejsce na dłuższy weekend Warto zabrać buty do kąpieli w morzu, bo plaże są kamieniste, a kamienie śliskie 😉Zwiedzanie samej Puli to około pół dniaGdybyśmy chcieli polecieć do Puli z dziećmi, to wybralibyśmy hotel/ apartamenty w innej części miasta – bliżej plażyW Puli jest bardzo bezpiecznie – nie byliśmy świadkami żadnej dziwnej sytuacji, nie baliśmy się chodzić nocą po uliczkach, nikt nie patrzył na nas jak na potencjalny łup 🙂 na następny raz mam na liście marzeń podróż statkiem z Puli do Wenecji. Ogólnie? Niesamowicie polecamy Pulę na weekend w Chorwacji 🙂
rejs z puli do wenecji forum